„Ciężko wyobrazić sobie świat bez lasu.” – tymi oto słowami rozpoczynają się opisy skrytek w opublikowanej 9 stycznia 2021 serii keszy „ZIELONE LAS STORY” (nieopodal Obornik), które układają się w geoart listek. I nie trudno zgodzić się tym zdaniem.
Jaka jest rola lasu dla funkcjonowania człowieka? Dlaczego powinniśmy troszczyć się o „zielone płuca ziemi”? Jak zachowywać się w lasach? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań poznamy dzięki wspomnianej serii. Skowronek_Bronek przygotował coś co śmiało można określić mianem „Vademecum użytkownika lasu”, a do tego pozwala na spędzenie kilku godzin na łonie natury. Powie ktoś, że podobnych leśnych serii w naszym kraju jest sporo. Ale „ZIELONE LAS STORY” to coś więcej niż tylko probówki czy śniadaniówki poukrywane w choinkach, pieńkach czy karpach.
Seria składa się z 41 skrytek – wszystkie typu letterbox.
Zatem w każdej z nich jest unikatowa pieczątka. Znakomitym pomysłem jest
umieszczenie w pierwszej skrytce serii „paszportu zdobywcy”, na którym można
zbierać wspomniane stemple. W przygotowanie każdej ze skrytek włożono dużo
pracy. By nie psuć zabawy potencjalnym odkrywcom „listka” nie będę szczegółowo opisywał ukrytych pudełek, powiem tylko, że ani
jeden kesz nie jest wielkości mikro. Każdy z pojemników został tematycznie
udekorowany. W każdej ze skrytek jest bogata zawartość: oprócz logbooka i
wspomnianej pieczątki można znaleźć tematyczne drewniaczki i fanty
(przynajmniej w początkowym okresie funkcjonowania serii). A epilog… Oj… to
trzeba zobaczyć! Przebogato! No dobra… kilka keszy pokażę:
Kesz "szyszki na obiad"
Kilka dni po publikacji ekipa w składzie Jolekka, GeoMugol i
Diks2 wybrała się z Poznania na podbój listka. Ustaliwszy współrzędne
wszystkich skrytek (pamiętajmy, że to letterboxy i współrzędne startowe nie
odpowiadają lokalizacji pojemnika – nie trzeba jednak rozwiązywać nie wiadomo
jak skomplikowanych zadań – kordy finałowe są podane w formie waypointów, więc wystarczy je tylko
wpisać w miejsce oryginalnych) zaczęliśmy od… końca. Pierwszym keszem po drodze
była skrytka numer 41. Następnie podjechaliśmy pod kesza numer 1 i potem na waypoint „parking” przy skrytce numer 2. Stamtąd już od kesza do kesza
pokonywaliśmy drogę pieszo, podziwiając każdą ze skrytek oraz… malowniczy
krajobraz. Trafiła nam się bowiem wyjątkowa aura, jakiej w Polsce (przynajmniej
na tej szerokości geograficznej) nie uświadczyliśmy od dawna. Runo leśne,
drogi, drzewa i krzewy pokryte były świeżym białym puchem. Miejscami śnieg
sięgał niemal do kolan.
Widoki zostaną w naszej pamięci na zawsze, ale keszowanie w tych warunkach jest wyzwaniem. Jak bowiem podejść do skrytki, dla której podpowiedź brzmi „pień” (nie mówiąc już o „resztkach pnia”)?
„Tamta malutka górka to pień czy może kępka mchu?”
Okazuje się, że mech…
„No to może tam?”
Też nie…
W końcu się udało.
Albo „karpa”…
„Tamto coś to karpa czy mrowisko?”
„Budzimy mrówki?”
„Nie, lepiej zostawmy, tamto coś na prawo bardziej
przypomina karpę…”
I tak przez całą trasę.
W tych warunkach najpewniej czuliśmy się tylko w sytuacji, gdy podpowiedź brzmiała „wisi”. Zresztą nie ma co narzekać przy tej serii. Wszystkie skrytki są zlokalizowane wzdłuż ścieżek leśnych, bodajże największa odległość w głąb lasu to 50 metrów. Ponadto – jak to w lesie – wyjątkowo rzadko zdarzały się kordy idealnie w punkt, ale nie były to jakieś wielkie różnice (max 20 metrów). Zresztą podpowiedzi jasno wskazywały czego szukać i można powiedzieć, że większych problemów (jak na te warunki) nie było. Obawialiśmy się głównie kesza numer 16, który – mimo wizyt kilku keszerów – nadal pozostał nieznaleziony. Nam się udało, chociaż trochę czasu tam spędziliśmy.
Zdecydowana większość skrytek jest w odległości mniejszej niż 300 metrów od siebie. Sporadyczne są sytuacje, gdy przerwa jest większa, największa wynosi około 630 metrów. W większości trasa jest płaska, jedynie między skrytkami 37 a 40 teren jest lekko pagórkowaty. Nie powinno to być jednak problemem dla wytrawnych keszerów.
Po tej wyprawie trudno określić jak w tym lesie sprawdzi się rower – w deszczowe dni może być błoto na niektórych odcinkach, ale raczej ta trasa sprzyja rowerzystom. Absolutnie nie wolno wjeżdżać do lasu samochodem.
Ostatecznie trasę liczącą około 16,5 km pokonaliśmy w 5 godzin, zamieniając niebieskie symbole letterboxów na uśmiechnięte buźki.
Na zakończenie kilka rekomendacji dla przyszłych zdobywców „listka”:
- Warto rozpocząć od skrytki numer 1, skąd można pobrać „paszport zdobywcy”.
- Przyda się teczka (można też wziąć sztywną podkładkę), gdyż „paszport” jest w formie kartki A4 umieszczonej w foliowej koszulce. W naszym przypadku taka folia utrudniała odbijanie pieczątek. Wyjmowanie 41 razy kartki z koszulki i wkładanie jej z powrotem, do tego w rękawiczkach (po pewnym czasie już w mokrych rękawiczkach) utrudniało zadanie, stąd „paszport” wygląda jak jakaś stara mapa ukrycia skarbu.
- Kesze lepiej pokonywać zgodnie z ich numeracją, od 1 do 41, pamiętając, że pod koniec pieszej trasy są lekkie pagórki.
- Wyprawa zorganizowaną grupą będzie efektywniejsza (i przyjemniejsza) niż w pojedynkę (chociaż – jak kto woli).
- Weźcie ze sobą fanty (w tym drewniaczki) na wymianę. Przynajmniej na początku funkcjonowania serii wyposażenie pojemników jest naprawdę bogate.
- Przygotujcie aparaty fotograficzne – las jest urokliwy.
- Czytajcie opisy każdego z keszy, gdyż nie są to zwykłe teksty przeklejone z Wikipedii, ale ciekawe opowieści o lasach.
- I na koniec wskazówka dla użytkowników premium: uzbierajcie sobie słuszną liczbę punktów FAV do rozdania.
P.S. Oto link do listy skrytek https://coord.info/BM91TRN